Buckingham Palace, Tower of Bridge, ale też wytworny Harrod’s, smaczne fish & chips, malownicza National Gallery i wiele, wiele innych atrakcji zwiedziliśmy podczas rodzinnej wyprawy do Londynu. Urzekła nas stolica Zjednoczonego Królestwa. I na pewno tam wrócimy.
Do stolicy Wielkiej Brytanii polecieliśmy podczas styczniowych ferii zimowych. Byłem w Londynie wielokrotnie, ale tym razem wybrałem się z całą rodziną, w tym dwiema córkami. “Jedziemy odwiedzić Króla!” – zapowiedziałem w domu, odegrałem hymn królowej “God Save The Queen” (dzisiaj King) i rozpoczęliśmy pakowania. Go to London!
Mieliśmy szczęście – pogoda dopisała z małymi wyjątkami i mogliśmy cieszyć się słońcem, błękitnym niebem, aby jednak tradycji stało się zadość, była i londyńska mrzawka, deszcz i chmury. Spędziliśmy nad Tamizą pełne 4 dni i zrobiliśmy z dziećmi po Londynie… 40 km na piechotę.
Zatrzymaliśmy się w niewielkim, przytulnym hotelu Marlin niedaleko Westminster Bridge – gorąco polecamy! Blisko, w miarę konkurencyjne ceny i dobra jakość. Wybraliśmy go z uwagi na lokalizację – wszędzie blisko i wiele obiektów dostępnych na piechotę.
Londyn urzekł nas wielokulturowością, zabytkami, architekturą. To olbrzymia metropolia, w której na każdym kroku kipi wolność. Widzieliśmy i demonstracje i strajki, i uliczne spektakle oraz ludzi w krótkich spodenkach idących w mroźny styczniowy poranek. To, co nas mocno zdziwiło, to powietrze. Pomimo stycznia, dało się swobodnie oddychać, nie czuliśmy żadnego smogu, spalin. A w mieście mieszka i pracuje kilkadziesiąt milionów ludzi! (Po powrocie do Polski niestety z przykrością zaczerpnęliśmy powietrza wdychając trujące spaliny).
Dużą zaletą rodzinnego wypadu z dziećmi do Londynu są bezpłatne muzea – The National Gallery, Muzeum Historii Naturalnej, czy Tate Gallery. Wcześniej okazało się, że niepotrzebnie zapisywałem się na bezpłatne wejściówki przez internet w Polsce, ponieważ wchodzi się z marszu.

Pewnie znacie charakterystyczne czarne dziwaczne z kształtu londyńskie taksówki, tzw. black cabs 🙂
Malownicza The National Gallery
Odwiedzając różne miasta, zawsze staramy się pokazywać dzieciom (i sobie) zbiory w lokalnych galeriach, odwiedzać wystawy. Londyn jest wymarzonym do tego miastem. Pomaszerowaliśmy do Galerii Narodowej na placu Trafalgar – jednego z największych zbiorów dzieł malarstwa światowego. W przepięknych wnętrzach można podziwiać słynne “Słoneczniki” Van Gogha, dzieło Leonarda da Vinci czy obrazy impresjonistów, a nawet Salvadora Dali. Uwielbiam National Gallery i chętnie do niej wracam i zawsze jest za mało czasu, by postać dłużej przed najciekawszymi obrazami.

Muzeum Sztuki Naturalnej – Natural History Museum
Jeden z najpiękniejszych budynków, jakie widziałem. Córkom (a i mnie) od razu skojarzył się z Harrym Potterem. Przepiękne, przestronne wnętrza i urokliwe otoczenie. Właściwie już ostatkiem sił przemierzaliśmy przepastne korytarze i ekspozycje. Tego dnia zrobiliśmy sporo kilometrów na nogach po Londynie. Kolekcja muzeum liczy ponad 70 milionów eksponatów, a całość dzieli się na 5 głównych działów: botanika, entomologia, mineralogia, paleontologia i zoologia. Ekspozycje ciekawe, przegląd historii człowieka, sporo ciekawostek o zwierzętach i dinozaurach. Ale… o wiele bardziej urzeczony byłem samym budynkiem, architekturą. Podobne zdanie miał taksówkarz, który kilka dni później wiózł nas na lotnisko. Miejsce polecam! Jak najbardziej. Wstęp bezpłatny.

Jedna z atrakcji: ruchomy dinozaur:
The Tate Gallery
O ile The National Gallery kipi malarstwem klasycznym, to Tate Gallery znajdująca się na wybrzeżu Tamizy, pobudza zmysły odważną sztuką nowoczesną. I tu zawędrowały nasze nogi. Miejsce już od wejścia uderza surowym wnętrzem (ba! galeria znajduje się w na pół czynnej elektrowni). Kontrast w stosunku do National Gallery gigantyczny. Odważyliśmy się jednak podążać szerokimi korytarzami, często pustymi, smutnymi, a kolejne spotykane instalacje sztuki stawiały przed nami wielki znak zapytania. Zagadki “co autor miał na myśli” udawało się rozwiązywać czytają krótkie tabliczki z opisem. Czy warto? Z pewnością. Ale jednak National Gallery chętniej odwiedzę drugi raz. Mnie najbardziej zainteresowała – z uwagi na branżę mediową, w której pracuję – instalacja Wieża Babel. Jedno z pomieszczeń wypełnione jest przez wysoką, współczesną wieżę Babel – dzieło brazylijskiego artysty Cildo Meireles. Wieża robi wrażenie i jest miksem jednoczesnych dźwięków, audycji dochodzących z wielu odbiorników radiowych. Słychać je wszystkie naraz. Cildo Meireles urodził się w 1948 roku. Dzisiejsza wieża Babel pewnie mogłaby wyglądać niczym stos miliardów stron internetowych, tweetów, czatów i wiadomości. O wiele trudniej je jednak pokazać, ponieważ nie mają materialnej postaci. Ewentualnie smartfony, smartwatche i laptopy.
Instalacja Babel robi wrażenie – również na mnie, człowieku mediów.

Charakterystyczne, londyńskie dwupiętrowe autobusy – Westminster Bridge, w tle Big Ben.

Jeden z klasycznych londyńskich widoków pocztówkowych. Radzę nie zbliżać się do konia!

Tutaj byliśmy świadkami pranka albo challenge’u 🙂 – grupka osób pobijała rekord, ile osób zmieści się w kultowej londyńskiej budce telefonicznej. Weszło ich chyba z 10.

Megastore M&Ms i LEGO
Gdyby spytać dzieciaki, co najlepiej pamiętają z Londynu, zapewne wymienią jednym tchem dwa olbrzymie sklepy: cukierków M&Ms i LEGO. Oba wielopiętrowe sklepy znajdują się na przeciwko siebie. Istny raj dla dzieci, jak i dorosłych. W M&Ms to istna fabryka cukierków, wszędzie kolorowe kulki, można nawet testować. Potęga słodkiej marki.
Podobnie LEGO – tu zamiast częstowania, można składać klocki. Zatrzęsienie klocków, zestawów, dla dzieci i dla dorosłych. Imponujące królestwo LEGO.

Ściana z kwiatów – a kwiaty… z klocków lego.

Coś dla dużych i małych – Lego.

No dobra, dzieci wymienią jeszcze – wspólnie z nami – jeden jeszcze olbrzymi sklep zapadający w pamięć: Harrod’s. Należący do rodziny katarskiej wielopiętrowy dom handlowy. Przepych, luksusowa woń dań, smakołyków, słodyczy i gabloty pełne wytwornych przedmiotów. Warto odwiedzić, choćby dla tej kulinarnej części. Mi to przypomniało odwiedzany w latach młodości w Polsce – Pewex…

Skoro o podniebieniu mowa, nie mogło zabraknąć słynnych londyńskich fish&chips! Zawędrowaliśmy do fajnej knajpki spacerując długą Oxford Street. Zupełnie spontanicznie skręciliśmy w boczną uliczkę, a tam tradycyjna ryba z frytkami. Po chwili – gdy już odstaliśmy swoje w kolejce i zajęliśmy miejsca – okazało się, że jesteśmy na… Poland Street 🙂
Dania smaczne, pożywne, duże, ale i dość kosztowne, za 4 zestawy z napojami około… 400 zł. Niemało. Ale tradycji stało się zadość.

Na miejsce w porze lunchu trzeba trochę poczekać.

Relacja ta powinna być 10 razy dłuższa. Nie sposób opisać wszystkich atrakcji, ciekawostek i chwil, które spędziliśmy przez parę dni w Londynie. Tata może powiedzieć tylko jedno – warto zobaczyć! A i my nie raz jeszcze tam pojedziemy. Tata Poleca!
Zobaczcie nasze wideo na YouTube: https://www.youtube.com/@tatapoleca
Wszystkie zdjęcia i filmy: prawa autorskie TataPoleca.pl